Zachód USA, czyli świątynia rozpusty, parki narodowe i piękne wybrzeże

Następnego ranka przywitał nas jeden z najpiękniejszych wschodów słońca w naszym życiu. Warto było pojechać tam tylko po to, aby zobaczyć jak wstaje ono pomiędzy niesamowitymi, znanymi z wielu westernów płaskowyżami, iglicami i innymi formacjami skalnymi. Podobnie jak dzień wcześniej byliśmy jednak w trybie demo i samego rezerwatu już nie odwiedzaliśmy, więc nie potrafię powiedzieć, czy warto. Na pewno jest tam bardzo pustynnie, ale widoki chyba za bardzo się nie zmieniają. Oczywiście na miejscu można wykupić przejazd na grzbiecie rumaka i poczuć się już zupełnie jak John Wayne.

Wschód słońca w Dolinie Monumentów

Tego dnia zwiedzanie rozpoczęliśmy od nieco mniej rozpoznawalnej atrakcji – Navajo National Monument. Zobaczyć tam można osady indiańskie datowane na XIII wiek, które są wbudowane w skały. Jest nawet możliwość dojścia na miejsce, ale jest to dwudniowa wycieczka, więc podziwialiśmy je tylko z daleko. Tak czy inaczej warto zahaczyć o to miejsce, ponieważ nie jest oblegane przez turystów, a rozciągają się z niego bardzo ładne widoki. My mieliśmy też bonus w postaci bliskiego spotkania ze stadkiem miejscowych jeleni, czyli mulaków.

Horseshoe Bend (na dole można dojrzeć namioty dla skali)

Półtorej godziny później na chwilę zatrzymaliśmy się przy tamie w Glen Canyon, jednak po Hoover Dam ta nie zrobiła na nas już takiego wrażenia. Kawałek dalej czekała na nas znacznie bardziej popularna i oblegana przez turystów atrakcja – Horseshoe Bend na rzece Kolorado. Jest to niezwykle fotogeniczny meander w kanionie… i to właściwie tyle. Piękne miejsce na kwadrans, jeśli przyjedziecie na tyle wcześnie, żeby załapać się na miejsce na parkingu – co w sezonie może być dużym wyzwaniem.

Marble Canyon

Do Las Vegas wracaliśmy drogami na północ od Wielkiego Kanionu (przyjechaliśmy południem), więc czekało nasz jeszcze parę nowych miejsc. Następnym krótkim przystankiem był Marble Canyon, w którym wysoko nad rzeką Kolorado rozciągnięty został most – jest to pierwsza przeprawa po tej stronie kanionu, podczas gdy poprzednia to Tama Hoovera, znajdująca się… 300 mil wcześniej! To tak jakby przez Odrę były tylko dwie możliwości przejazdu – jedna w Szczecinie, druga w Czechach.

Park Narodowy Zion

Najwięcej czasu tego dnia spędziliśmy z parku narodowym Zion (nie licząc może godzin w samochodzie…). Podobnie jak inne parki, i ten jest bardzo dobrze zorganizowany. Auto zostawia się na parkingu przy wjeździe, a po terenie można poruszać się wyłącznie darmowymi autobusami i oczywiście pieszo (i prawdopodobnie na rowerze, hulajnodze, rolkach, wrotkach, deskorolce, wózku… ale tego nie sprawdzaliśmy). Szlaki są zróżnicowane zarówno pod kątem trudności, jak i czasu potrzebnego do ich pokonania, ale jest to teren skalisty, więc łatwo nie jest. Najpopularniejszym z nich jest prawdopodobnie Angels Landing, ale nie mieliśmy pięciu godzin, więc zdecydowaliśmy się połączyć Upper Emerald Pools i Kayenta Trail. Oczywiście większości czytelników nic to nie mówi, ale gdyby ktoś się kiedyś nad tym zastanawiał, to polecamy – są tam wodospady, kaniony, półki skalne, a po drodze można też spotkać fotogeniczne jelonki!

Fotogeniczny jelonek w Parku Narodowym Zion

Wieczorem wróciliśmy do Las Vegas i tym razem poszliśmy „pozwiedzać” kasyna. Użyłem cudzysłowu, ponieważ ciężko myśleć o takich miejscach jak o typowych atrakcjach turystycznych, dla nas jednak tym były. Przy The Strip w większości są to pięciogwiazdkowe hotele, które zbudowano w jednym celu – mają przyciągać graczy (najlepiej turystów). Aby to osiągnąć, architekci szli na całość i projektowali niesamowite konstrukcje. Są tam kasyna w kształcie piramidy, średniowiecznego zamku i orientalnego pałacu, oświetlone wszystkimi możliwymi kolorami, a wokół nich znajduje się pełno elementów przyciągających wzrok – od fontann po miniatury znanych budowli (Wieża Eiffela, Statua Wolności itd).

Francuska część Las Vegas

Oczywiście wnętrza nie mogą odstawać od fasad, więc tam również jest niezwykle kolorowo i zazwyczaj równie tandetnie, chociaż braku przepychu nie można im zarzucić. Koniec końców – są to nadal pięciogwiazdkowe hotele, więc muszą trzymać się pewnych standardów. Pomiędzy kilkoma kasynami w ścisłym centrum kursuje również kolejka nadziemna – warto z niej skorzystać chociażby dla klimatyzacji, bo pogoda na zewnątrz może być nieznośna.

Zaskakująco gustowne centrum Las Vegas

Większość bywalców kasyn to przyjezdni, którzy chcą się zabawić i nie przywiązują wielkiej wagi do finansów. Widzieliśmy jednak również wiele osób, które wyglądały na uzależnione – grały w jednorękiego bandytę lub inne automaty bez żadnego wyrazu na twarzy, trzymając przy sobie górę ćwierćdolarówek. Oczywiście spotkać też można wielu imprezowiczów, to miasto wydaje się idealne dla osób szukających tego typu rozrywek. Nas dość szybko zmęczyło, a już następnego dnia jechaliśmy dalej, więc poświęciliśmy na nie tylko kilka godzin – i zdecydowanie nam wystarczyło. No może trochę żałuję, że nie załapałem się na żaden turniej pokera…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.