Waszyngton i Floryda, czyli niezbyt dziki wschód

Do Miami dojechaliśmy wieczorem – w sam raz, aby zdążyć na mecz NBA Miami Heat vs Denver Nuggets, który chcieliśmy zobaczyć. Co prawda nie interesujemy się jakoś szczególnie koszykówką, ale interesował nas sam show. Hala była duża, sporo się działo, przy prezentacji zawodników była pirotechnika, a w przerwach cheerleaderki (na podobnym poziomie jak w Polsce). Było kolorowo i radośnie, ale jakoś znacząco nie różniło się to od dużych wydarzeń sportowych w naszych halach.

Miami: mecz NBA

Powrót z meczu był dość skomplikowany, ponieważ samochód zostawiliśmy pod hostelem w South Beach, a hala jest w centrum – pomiędzy nimi znajduje się kilkukilometrowy most, przez który nie chciało nam się już iść, ponieważ teoretycznie mogliśmy wrócić autobusem. Komunikacja miejska w Miami jednak nie jest zbyt punktualna – zresztą pewnie jak wszędzie w Stanach jest przeznaczona dla najbiedniejszej części społeczeństwa. Nasz autobus spóźnił się niemal o godzinę, a przystanek nie był w szczególnie przyjemnej okolicy – po tej przygodzie zainstalowałem sobie Ubera. Co ciekawe, w Miami jest też darmowa kolejka nadziemna, z której raz skorzystaliśmy – ten środek transportu jest na wysokim poziomie (dosłownie i w przenośni), ale nie jeździ na plażę.

Miami: amerykańska policja na amerykańskiej plaży

Jak się później okazało, South Beach to najbardziej imprezowa miejscówka w Miami – szczególnie podczas Spring Break, czyli przerwy w nauce licealistów. Pojechaliśmy tam wypocząć, co nie do końca nam się udało – większość gości hostelu miało inny tryb życia od naszego – gdy my szliśmy spać, oni wstawali; gdy oni się kładli, my zaczynaliśmy zwiedzanie.

Namorzyny w Parku Narodowym Everglades

Jako że na plaży nie potrafię zbyt długo wytrzymać, na drugi dzień zaplanowaliśmy wizytę w Parku Narodowym Everglades. Jest to bardzo ładne miejsce, położone na podmokłych terenach i pełne aligatorów. Jako że lubimy oglądać dzikie zwierzęta w naturalnym środowisku, wybraliśmy się na wycieczkę kajakową. Na rozlewisku bardzo łatwo zabłądzić, ponieważ jest tam pełno poukrywanych kanałów, przepłynąwszy którymi ciężko do nich wrócić, więc tym razem wzięliśmy ze sobą przewodniczkę (która przy okazji robiła dobre zdjęcia).

Park Narodowy Everglades: ostatnia szansa, żeby zawrócić!

Na wodzie spotkaliśmy tylko dwa aligatory, ale później, jadąc samochodem, zatrzymywaliśmy się w kilku miejscach, gdzie było ich więcej, a do tego zobaczyliśmy również kilka żółwi. Wracając zaryzykowaliśmy przejazd jednokierunkową drogą szutrową, wjeżdżając w głąb parku na kilka kilometrów – nawet z drogi stanowej były ładne widoki, ale ta lokalna zagłębiała się w dziksze miejsca i warto z niej skorzystać (oczywiście jest to legalna odnoga, ale i tak wypożyczalnie samochodów nie pozwalają jeździć po takiej nawierzchni pod groźbą utraty ubezpieczenie w razie wypadku lub awarii). Przy okazji odwiedziliśmy też rezerwat, w którym było kilka ciekawych ścieżek – ogólnie był to przyjemny i spokojny dzień przerwy, którego potrzebowaliśmy po poprzednich dobach pełnych wrażeń. Na koniec zwróciliśmy samochód, nie planując już nigdzie jeździć w tej okolicy.

Park Narodowy Everglades: oni nie zawrócili…

Ostatni dzień w Miami spędziliśmy najzwyczajniej plażując i podziwiając liczne zabudowania w stylu Art Deco przy pobliskich uliczkach. Zresztą same jezdnie też były ciekawe o tyle, że poruszało się nimi sporo zabytkowych kabrioletów – podejrzewam, że niewiele się tam zmieniło w ciągu ostatnich 40-50 lat. Zdziwiło nas natomiast to, że ciężko było dogadać się z ludźmi po angielsku. Mieliśmy problem ze zrobieniem zakupów, ponieważ nikt w lokalnym sklepie spożywczym nie rozumiał tego języka. Wynika to zapewne z masowej imigracji z pobliskiej Kuby, przez co język hiszpański w niektórych dzielnicach wypiera angielski.

Miami: tradycyjna amerykańska restauracja – jak w filmach!

Na tym zakończyliśmy zwiedzanie wschodniego wybrzeża USA – następnego dnia lecieliśmy już do Las Vegas. Szczerze mówiąc, gdybym planował taką wycieczkę raz jeszcze, to zrezygnowałbym z Florydy. Na pewno wielu osobom się podoba, natomiast dla nas rozrywki plażowe przy wysokiej temperaturze i przytłaczającej wilgotności to jednak nie jest szczyt marzeń (powietrze naprawdę było mokre – pomimo 30 stopni Celsjusza nasze ciuchy nie schły). Jeśli ktoś już w te okolice się wybierze, to szczerze polecam centrum kosmiczne na Przylądku Canaveral i Park Narodowy Everglades – te dwa miejsca spowodowały, że ostatecznie nie uznaję tych kilku dni za stracone.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.