Waszyngton i Floryda, czyli niezbyt dziki wschód

Przed wyjazdem do Stanów wydawało nam się, że Waszyngton i Nowy Jork to podobne miasta, pełne drapaczy chmur i pospiesznie żyjących ludzi. Okazało się jednak, że w rzeczywistości znacząco się od siebie różnią (a przynajmniej te ich części, które udało nam się zobaczyć). Zarówno ich historia, znaczenie, jak i wygląd są zupełnie inne. Nowy Jork już opisałem, więc teraz skupię się na stolicy USA – mieście, które zostało zbudowane w tym jednym, konkretnym celu – aby rządzić z niego krajem.

Waszyngton: automaty do sprzedaży gazet

Do Waszyngtonu dojechaliśmy autobusem i już na samym początku, w drodze do hostelu, zaskoczyła nas dzielnica domków jednorodzinnych i kamienic znajdująca się prawie w centrum. Od razu w oczy rzucała się zupełnie inna zabudowa niż na Manhattanie. Co ciekawe, domki te nie były zbyt zadbane, podobnie jak trawniki przed nimi. Najwyraźniej nie była to najbogatsza dzielnica, co zresztą potwierdził wygląda naszego hostelu – mieliśmy łazienkę w innym budynku niż pokój.

Waszyngton: jak widać po strojach, każdy odczuwał temperaturę inaczej

Niezrażeni tą drobną niedogodnością, udaliśmy się na pierwsze zwiedzanie miasta. Ciekawa była również różnica w pogodzie – 10 stopni w Waszyngtonie odczuwaliśmy cieplej niż 15 stopni w nadmorskim Nowym Jorku. Co ciekawe, w tym mieście zastosowane mieszane nazewnictwo ulic – te w kierunku północ-południe mają numery, ale pozostałe noszą już jakieś imię niebędące liczbą.

Waszyngton: pomnik… Waszyngtona

W centralnej części miasta – pomiędzy Kapitolem a pomnikiem Lincolna nad rzeką Potomak oraz z pomnikiem Waszyngtona w kształcie wielkiego obelisku po środku – znajduje się National Mall i jest to coś wspaniałego. Tak w skrócie – jest to trawnik. Ok, trawniki z zasady raczej nie są imponujące, ale stojące wzdłuż tego muzea już zdecydowanie tak. My zazwyczaj nie odwiedzamy galerii i podobnych miejsc, ale tam każdy znajdzie coś dla siebie – jest ich kilkanaście, w tym takie perełki jak: Muzeum Historii Amerykańskiej, Muzeum Historii Naturalnej, kilka budynków Narodowej Galerii Sztuki, Muzeum Indian Amerykańskich, słynny Smithsonian Institute zbudowany na podobieństwo zamku, powiązane z nim Muzeum Lotnictwa i Przestrzeni Kosmicznej i kilka innych na dokładkę (a niedaleko jest też Muzeum Szpiegostwa!).

Waszyngton: Biały Dom

Tego popołudnia jednak nie mieliśmy za dużo czasu przed szybko zapadającym zmierzchem, więc pospacerowaliśmy sobie tylko i odwiedziliśmy Biały Dom znajdujący się nieopodal, który jeszcze wtedy nie był symbolem politycznego obciachu. Niestety z powodów bezpieczeństwa nie-Amerykanom nie wolno go zwiedzać, więc musieliśmy zadowolić się zdjęciem zza płotu.

Waszyngton: Biblioteka Kongresu

Drugi dzień rozpoczęliśmy od wizyty na Kapitolu, który – podobnie jak wszystkie muzea w tej okolicy – można zwiedzać za darmo, ale trzeba to zaplanować z wyprzedzeniem, ponieważ dozwolone są tylko wycieczki z przewodnikiem, aby nie zaburzyć pracy amerykańskich parlamentarzystów. Stamtąd tunelem przeszliśmy do pięknej Biblioteki Kongresu, w której też spędziliśmy trochę czasu, poznając jej historię. Znajdują się tam takie perełki jak deklaracja niepodległości Stanów Zjednoczonych czy Biblia Gutenberga. Oba miejsca są warte odwiedzenia. Następnie udaliśmy się na typowy amerykański lunch, czyli tacos w meksykańskiej knajpie.

Waszyngton: pomnik Lincolna

Z „typowych” muzeów oczywiście najwięcej czasu spędziliśmy w Muzeum Lotnictwa i Przestrzeni Kosmicznej, ale zahaczyliśmy też o kilka innych. Co ciekawe, ma ono również drugą część zlokalizowaną przy jednym z waszyngtońskich lotnisk, w której zebrane są dużo większe eksponaty – z najbardziej zasłużonym amerykańskim wahadłowcem Discovery na czele. Celowo zaplanowaliśmy sobie lot na Florydę z tego lotniska, aby to miejsce odwiedzić.

Waszyngton: pomnik Jeffersona

Poza tym przespacerowaliśmy się parkiem nad Potomakiem – pogoda była piękna, a my chcieliśmy odetchnąć trochę po zatłoczonym Nowym Jorku. Nawet przekroczyliśmy rzekę, aby przyjrzeć się Pentagonowi z bliska, ale kawałek dalej kończyły się tereny przyjazne pieszym, więc już do niego nie podchodziliśmy i wróciliśmy na National Mall, gdzie zrobiliśmy sesję fotograficzną kilku słynnym pomnikom: Waszyngtona, Lincolna, Jeffersona, Einsteina, ale także weteranów Wojny w Korei i II Wojny Światowej.

Waszyngton: pomnik w Parku Pamięci poświęcony weteranom wojny w Korei

Podoba mi się idea stworzenia jednego miejsca, które jest przeznaczone kulturze i historii, w którym znajduje się większość muzeów i monumentów. Ułatwia to zwiedzanie miasta i powoduje, że liczni turyści nie paraliżują jego funkcjonowania. Co więcej, łatwiej utrzymać porządek – stolica USA robi znacznie lepsze wrażenie niż Paryż czy inne europejskie miasta pełne zabytków, ale też wszelkiej maści naciągaczy, sprzedawców bibelotów, nachalnych taksówkarzy itd. Jest także całkowicie odmienna od Nowego Jorku, gdzie słynne miejsca znajdują się w samym centrum lokalnego i globalnego biznesu, a ulice przemierza nieprzerwany sznur samochodów.

Waszyngton: prom Discovery w Steven F. Udvar-Hazy Center

Ostatniego dnia, w drodze na lotnisko Dulles, odwiedziliśmy wspomniany wcześniej hangar, będący drugą częścią Muzeum Lotnictwa i Przestrzeni Kosmicznej. Oprócz wymienionego już promu kosmicznego Discovery można tam też zobaczyć z bliska samolot ponaddźwiękowy Concorde, bombowiec B-29 Enola Gay, z którego zrzucono bombę atomową na Hiroszimę, a nawet USS Enterprise ze Star Treka! No dobra, ten ostatni to tylko model, ale wielkości samochodu, więc całkiem duży. Jeśli ktoś lubi takie rzeczy, to naprawdę warto sobie zaplanować wypad w to miejsce, przy czym trzeba wziąć pod uwagę, że znajduje się dość daleko od innych atrakcji turystycznych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.