Nowy Jork, czyli miasto, które każdy zna

Trzeciego dnia rozpoczęliśmy swój spacer od wybrzeża rzeki Hudson, gdzie znajduje się deptak (częściowo w parku), uczęszczany przez biegaczy i rowerzystów. Pogoda na tym wyjeździe wybitnie nam się udała, więc szło się przyjemnie i po godzinie dotarliśmy do Intrepid Sea, Air and Space Museum, zlokalizowanego na lotniskowcu. Oprócz wnętrza samego statku można było tam obejrzeć mnóstwo samolotów i innych pojazdów, a także zwiedzić łódź podwodną zacumowaną obok, a nawet przeczytać wiele odtajnionych dokumentów CIA z czasów Zimnej Wojny – polecam! Nie było tutaj wielu turystów, ale za to spotkaliśmy kilka wycieczek szkolnych.

Lokomotywa na nabrzeżu oraz lotniskowiec-muzeum USS Intrepid

Najciekawszym epizodem zwiedzania lotniskowca i łodzi podwodnej była możliwość porozmawiania ze starszymi panami, którzy kilkadziesiąt lat temu na nich służyli – chętnie opowiadali o różnych misjach i innych wydarzeniach. Zresztą to nie jedyne miejsce, gdzie spotykaliśmy ludzi w tym wieku, zatrudnionych po to, aby z pierwszej ręki przybliżać gościom historię różnych obiektów – to samo było w muzeum lotnictwa w Waszyngtonie i na Tamie Hoovera. Bardzo dobry pomysł na aktywizację ludzi starszych i jednocześnie budowanie międzypokoleniowego mostu pomiędzy nimi a dziećmi i młodzieżą. Zawsze też lepiej posłuchać o historycznych wydarzeniach od kogoś, kto rzeczywiście tam był.

Z lotniskowca planowaliśmy się udać do Central Park i tam spędzić większość dnia, ale okazało się, że jesteśmy na wysokości Times Square, więc nie mogliśmy odmówić sobie zobaczenia tego słynnego miejsca również za dnia. Okazało się równie zakorkowane, ale reklamy mniej uderzały po oczach niż po zmierzchu. Pomiędzy turystami przechadzali się ludzie poprzebierani za różnych superbohaterów i inne znane postaci. W kilku miejscach widniały tabliczki informujące, że nie mają oni prawa domagać się opłaty za zdjęcia, chociaż oczywiście taki był ich cel. Nie byli też szczególnie namolni. Ciekawym pomysłem jest piętrowy podest, na którym turyści mogą sobie usiąść i odpocząć. Zresztą z tego, co mi wiadomo, obecnie ta okolica jest nawet bardziej przystosowana dla pieszych niż półtora roku temu.

Okolice Times Square za dnia

Z Times Square udaliśmy się Broadwayem prosto do południowo-zachodniego wejścia do Central Park. Trzeba przyznać, że okolice parku pełne są przepychu – w końcu budynki tam się znajdujące mają widok na zieleń, co nie jest w Nowym Jorku częste. Na tym końcu znajduje się np. hotel Plaza, w którym nocował Kevin. Sam Central Park jest ogromny i warto zarezerwować sobie na niego większą część dnia, jeśli ktoś planuje przejść z jednego końca na drugi, oglądając różne atrakcje po drodze. Nie jest przy tym gęsto zarośnięty, więc swobodnie można robić zdjęcia podkreślające kontrast pomiędzy naturą a monumentalnymi zabudowaniami wielkiego miasta.

Zarówno w parku, jak i tuż obok, znajduje się wiele nowojorskich muzeów, więc jeśli ktoś lubi taki sposób spędzania czasu, łatwo można to połączyć. My nie lubimy, więc do nich nie wchodziliśmy, ale nawet z zewnątrz prezentują się imponująco. Dla nas ten dzień był jednak głównie odpoczynkiem po poprzednim, więc korzystaliśmy ze słońca leżąc na zielonej trawce, podziwiając tę oazę zieleni w betonowej dżungli. Trzeba też pamiętać, że Central Park ciągnie się od ścisłego śródmieścia aż do dzielnicy Harlem, więc wraz z marszem na północ zmienia się przekrój demograficzny osób z niego korzystających (a przy okazji jest coraz więcej drzew, a mniej przystrzyżonych trawników). Znajdują się też tutaj korty tenisowe, centra sportowe, fontanny, pomniki, zoo, lodowisko i wiele innych atrakcji typowych dla takich miejsc.

Central Park

W Central Park spędziliśmy kilka godzin, wychodząc po południu na granicy Upper West Side i Harlemu, skąd skierowaliśmy się na tereny Uniwersytetu Columbia, po drodze zahaczając o ogromną Katedrę św. Jana (z intrygującymi rzeźbami w ogrodzie, pomiędzy którymi przechadzają się najprawdziwsze pawie). Sam kampus jest warty zobaczenia, chociaż nieszczególnie po drodze gdziekolwiek. Jeśli jednak ktoś tak jak my przejdzie cały Central Park, to przed powrotem do centrum sugeruję tam zajrzeć – budynki akademickie są bardzo ładne. Stamtąd poszliśmy z powrotem do hostelu i to znowu Broadwayem – jest to najdłuższa ulica w Nowym Jorku (53 km).

Harlem, Katedra Św. Jana oraz tereny University of Colombia

Na tym w zasadzie skończył się nasz pobyt w tym wielkim mieście – kolejnego ranka udaliśmy się prosto na autobus do Waszyngtonu. Muszę przyznać, że jest to dla mnie jedno z niewielu miejsc, w którym jeden dzień to naprawdę zbyt mało, aby zobaczyć choćby główne atrakcje. Zdecydowanie polecam wszystkim podobny sposób zwiedzania, czyli spacerowanie po mieście – wtedy można poczuć ducha tego miejsca, zobaczyć z bliska nowojorczyków pędzących do swoich zadań, powspółczuć zdenerwowanym kierowcom stojącym w korkach i popodziwiać niesamowite drapacze chmur, a pomiędzy nimi niskie budynki w różnych stylach architektonicznych – znane z tak wielu filmów i seriali. O ile uważam, że jedna wizyta jest wystarczająca, o tyle jest ona obowiązkowa – wycieczka po USA bez Nowego Jorku wydaje się zwyczajnie niepełna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.