Nowy Jork, czyli miasto, które każdy zna

Pierwotnym celem stworzenia tego blogu było sprawozdanie z wycieczki po Stanach, także czas najwyższy się za to zabrać, nawet jeśli z ponadrocznym opóźnieniem. Oczywiście całą trasę podzielę na kilka wpisów – a ile konkretnie, to się okaże w trakcie. W związku z powyższym pojawi się zapewne więcej szczegółów i zdjęć z każdego miejsca, ale amerykańskie miasta mają tyle wyróżniających się i znanych widoków, że żal cokolwiek opuszczać (chociaż oczywiście trzeba – nie da się tutaj wrzucić 3 tysięcy fotek).

Naszą podróż rozpoczęliśmy od Nowego Jorku, chociaż nie dotarliśmy tam bezpośrednio – jako że wykupiliśmy najtańszy dostępny lot, czekały nas przesiadki w Oslo i w Helsinkach. Być może opiszę te miasta przy innej okazji, tym razem skupię się jednak na temacie, na który wszyscy czekają. Oczywiście dzisiaj – półtora roku później – w tej samej cenie można już kupić lot bezpośredni z Berlina, a to ze względu na ekspansję tanich linii lotniczych na trasy transatlantyckie.

Czytaj dalej Nowy Jork, czyli miasto, które każdy zna

Stolicing, czyli Bratysława, Budapeszt, Wiedeń i Praga w 5 dni

Tegoroczną majówkę postanowiliśmy spędzić zwiedzając intensywnie kilka miast, które są na tyle blisko siebie, że nie traci się zbyt wiele czasu na przejazdy między nimi. Poruszaliśmy się samochodem w 4 osoby i jest to chyba najwygodniejszy sposób na taką wycieczkę (może z wyjątkiem kierowcy). Oczywiście nie da się zobaczyć wszystkiego w każdym z tych miejsc w tak krótkim czasie, więc skupialiśmy się raczej na podziwianiu widoków w centrum i smakowaniu lokalnej kuchni.

Czytaj dalej Stolicing, czyli Bratysława, Budapeszt, Wiedeń i Praga w 5 dni

Puszcza Białowieska, czyli rowerem po lesie pierwotnym

Do tej pory opisywałem wojaże zagraniczne, ale nie chciałbym, aby mówiono, że „cudze chwalimy, a swego nie znamy”, więc tym razem będzie coś z naszego podwórka. We wrześniu 2016 wybraliśmy się z rowerami do Puszczy Białowieskiej (z przystankiem w Warszawie, a w drodze powrotnej w okolicach Kazimierza Dolnego). Spędziliśmy tam tydzień, w tym 3 dni na Białorusi. Ta wycieczka była zupełnie inna od pozostałych opisanych na tym blogu – mniej zwiedzania, a więcej natury.

Czytaj dalej Puszcza Białowieska, czyli rowerem po lesie pierwotnym

Kambodża, czyli kraj o tragicznej przeszłości i leniwej teraźniejszości

Do Kambodży trafiliśmy po dwóch tygodniach spędzonych w Tajlandii i Wietnamie – był to finalny etap naszej podróży i można powiedzieć, że byliśmy już zaprawieni w bojach. Jak się później okazało, rzeczywistość wzięła to pod uwagę i wytoczyła przeciwko nam najcięższe działa, które zmusiły nas do improwizowania pod presją czasu. Jeśli interesuje Was, dlaczego zgodnie z pierwotnym planem z rajskiej wyspy nie trafiliśmy do Angkor Wat – cudu świata będącego największą atrakcją tego kraju – to zapraszam do czytania.

Przed wyjazdem Kambodża kojarzyła mi się jednoznacznie – z biedą. W sprawozdaniach z innych wypraw można znaleźć fragmenty, jak to ubogie dzieci cieszyły się z darowanych kredek i zeszytów, a turyści byli usatysfakcjonowani zrobieniem dobrego uczynku. Uprzedzając fakty zaznaczę, że my w takie miejsca nie trafiliśmy. Co więcej – wydaje mi się, że tym razem zobaczyliśmy dwa najbardziej turystyczne miejsca w kraju, a tym samym ciężko będzie na podstawie tej relacji uzyskać jego pełen obraz, ale postaram się go opisać jak najszerzej.

Czytaj dalej Kambodża, czyli kraj o tragicznej przeszłości i leniwej teraźniejszości

Wietnam, czyli biedny kraj, który bardzo się stara

Po spędzeniu tygodnia w Tajlandii, przyszedł czas na 7 dni w Wietnamie. O ile kraj Tajów jest w tej chwili bardzo popularny i przed wyruszeniem poznaliśmy opinie wielu znajomych, o tyle nie wiedzieliśmy do końca, czego się spodziewać po Wietnamie. Przypuszczaliśmy, że będzie dzikszy i tańszy, co nie do końca się sprawdziło.

W Wietnamie odwiedziliśmy dwa największe miasta: Hanoi i Ho Chi Minh (wcześniej: Sajgon), czyli dawne stolice kraju podzielonego przez wiele lat na północną i południową część. W przeciwieństwie do Tajlandii współczesna historia Wietnamu jest naznaczona wieloma konfliktami zbrojnymi, a turystyka na wielką skalę to całkiem nowy koncept. Przypuszczam jednak, że już niedługo, gdy dorośnie obecne pokolenie dzieci wychowanych w zglobalizowanym świecie i dobrze mówiących po angielsku, kraj ten będzie równie – a może nawet bardziej – popularny jak Tajlandia.

Czytaj dalej Wietnam, czyli biedny kraj, który bardzo się stara

Tajlandia, czyli połączenie egzotyki z bezpieczeństwem

Tajlandia to ostatnio bardzo popularny kierunek podróży. Gdy rozmawialiśmy o tej wycieczce ze znajomymi, to okazało się, że kilka par również niedawno odwiedziło ten kraj. U nas ten pomysł pojawił się raczej niespodziewanie. Znajomi chcieli odwiedzić naszą wspólną przyjaciółkę w Hong Kongu, a później zabrać się na południe. My stwierdziliśmy, że w sumie to może być ciekawa wycieczka, jeśli dorzucimy do niej Wietnam, Laos i Kambodżę. Po analizie dostępnego czasu (3 tygodnie) i kosztów okazało się, że musimy zrezygnować z Laosu i… Hong Kongu. Przyjaciółka miała do nas dołączyć w Wietnamie, do czego ostatecznie nie doszło, więc finalna podróż zasadniczo różniła się od początkowej koncepcji. Tak czy inaczej – zwiedziliśmy Tajlandię, Wietnam i Kambodżę w cztery osoby na własną rękę. Ten wpis przedstawi Wam w zarysie pierwszy z tych krajów.

Czytaj dalej Tajlandia, czyli połączenie egzotyki z bezpieczeństwem

Pekin II, czyli dlaczego zdecydowanie warto odwiedzić Chiny! cz. 3/3

Po wizycie na Wielkim Murze, czyli jednej wielkiej atrakcji, na ostatni pełny dzień spędzony w stolicy Chin zaplanowałem cały zestaw pomniejszych celów, przy czym raczej pewne było, że nie zaliczę wszystkich. Zresztą nie o to w życiu chodzi, żeby zobaczyć i dotknąć wszystkiego – tego zwyczajnie nie da się zrobić. Czasami lepiej usiąść, odpocząć i podelektować się tym, co akurat mamy przed oczami.

Głównym celem tego dnia były dwa pałace letnie chińskich dynastii cesarskich – nowy oraz stary. Nazwa „pałac” może być jednak myląca, gdyż zwiedza się przede wszystkich ogrody ze świątyniami, posągami i malowniczymi kanałami – w niczym nie przypomina to np. Wersalu. Z punktu widzenia turystyki ten pierwszy jest dużo popularniejszy i lepiej zachowany, co oczywiście wiąże się z tym, że jest bardziej zatłoczony. Zajmuje sporą powierzchnię, a część znajduje się na wzgórzach, więc nie jest to łatwy spacer. Obok Zakazanego Miasta i Wielkiego Muru jest to główna atrakcja turystyczna w tym rejonie.

Czytaj dalej Pekin II, czyli dlaczego zdecydowanie warto odwiedzić Chiny! cz. 3/3

Pekin II, czyli dlaczego zdecydowanie warto odwiedzić Chiny! cz. 2/3

Czas na kolejny krok w kierunku zamknięcia relacji z Chin. Co prawda ten sam plan miałem rozpoczynając poprzedni wpis, ale tym razem wydaje się to bardziej prawdopodobne – zostały mi tylko dwa dni, chociaż pełne atrakcji. Niektóre z nich były zaplanowane, a inne zaskoczyły nawet mnie.

Rozpocznę od opisania wyprawy na Wielki Mur, która była najbardziej logistycznie skomplikowanym elementem mojej wizyty w Azji (a przynajmniej byłaby, gdyby nie nieprzewidziane trudności z przedostaniem się z Pekinu do Hangzhou, dzięki czemu pierwszy etap stał się silnym pretendentem do tego zaszczytnego tytułu). Słowem wstępu zaznaczę tylko, że Wielki Mur można zwiedzać w wielu przeznaczonych do tego lokalizacjach (i zapewne w jeszcze większej liczbie nieprzeznaczonych). Najbardziej turystyczną i najłatwiejszą do zorganizowania jest wycieczka do Badaling, więc oczywiście jej nie wybrałem, bo to byłoby za proste. Na drugim końcu skali znajdują się punkty, do których w ogóle nie można dostać się bez wynajęcia miejscowego kierowcy. Ja wybrałem rozwiązanie pośrednie.

Czytaj dalej Pekin II, czyli dlaczego zdecydowanie warto odwiedzić Chiny! cz. 2/3

Pekin II, czyli dlaczego zdecydowanie warto odwiedzić Chiny! cz. 1/3

Jak mogliście przeczytać w poprzednich częściach tego cyklu: o pierwszym nieplanowanym postoju w Pekinie i o służbowej wizycie w Hangzhou – Chiny trudno mi było pokochać od pierwszego wejrzenia. Napotkać można tam wiele problemów niespotykanych w innych wysoko rozwiniętych krajach, jak skrajna biurokracja (no dobrze, tutaj trochę przesadzam, UE nie pozostaje w tyle, a załatwianie wizy do USA też najłatwiejsze nie jest), bariera komunikacyjna i mordercze skutery na chodnikach. W kolejnych częściach mojej relacji takich momentów będzie znacznie mniej – pokażę Wam, dlaczego jednak warto tam trafić.

Czytaj dalej Pekin II, czyli dlaczego zdecydowanie warto odwiedzić Chiny! cz. 1/3

Hangzhou, czyli dlaczego może jednak warto wybrać się do Chin?

Do Hangzhou przybyłem z dwudniowym opóźnieniem – przeczytać o tym możecie w poprzednim wpisie – więc już na starcie nie byłem zbyt pozytywnie nastawiony (co zupełnie nie współgra z moją naturą). Pierwsze wrażenie poprawiła trochę podróż pociągiem, która była szybka i bezproblemowa. Mówiąc „szybka”, naprawdę mam to na myśli – 1200km w 5h. To jest o połowę dalej i 3 razy szybciej niż ze Szczecina do Przemyśla. Czytaj dalej Hangzhou, czyli dlaczego może jednak warto wybrać się do Chin?