Kambodża, czyli kraj o tragicznej przeszłości i leniwej teraźniejszości

Do Kambodży trafiliśmy po dwóch tygodniach spędzonych w Tajlandii i Wietnamie – był to finalny etap naszej podróży i można powiedzieć, że byliśmy już zaprawieni w bojach. Jak się później okazało, rzeczywistość wzięła to pod uwagę i wytoczyła przeciwko nam najcięższe działa, które zmusiły nas do improwizowania pod presją czasu. Jeśli interesuje Was, dlaczego zgodnie z pierwotnym planem z rajskiej wyspy nie trafiliśmy do Angkor Wat – cudu świata będącego największą atrakcją tego kraju – to zapraszam do czytania.

Przed wyjazdem Kambodża kojarzyła mi się jednoznacznie – z biedą. W sprawozdaniach z innych wypraw można znaleźć fragmenty, jak to ubogie dzieci cieszyły się z darowanych kredek i zeszytów, a turyści byli usatysfakcjonowani zrobieniem dobrego uczynku. Uprzedzając fakty zaznaczę, że my w takie miejsca nie trafiliśmy. Co więcej – wydaje mi się, że tym razem zobaczyliśmy dwa najbardziej turystyczne miejsca w kraju, a tym samym ciężko będzie na podstawie tej relacji uzyskać jego pełen obraz, ale postaram się go opisać jak najszerzej.

Czytaj dalej Kambodża, czyli kraj o tragicznej przeszłości i leniwej teraźniejszości

Wietnam, czyli biedny kraj, który bardzo się stara

Po spędzeniu tygodnia w Tajlandii, przyszedł czas na 7 dni w Wietnamie. O ile kraj Tajów jest w tej chwili bardzo popularny i przed wyruszeniem poznaliśmy opinie wielu znajomych, o tyle nie wiedzieliśmy do końca, czego się spodziewać po Wietnamie. Przypuszczaliśmy, że będzie dzikszy i tańszy, co nie do końca się sprawdziło.

W Wietnamie odwiedziliśmy dwa największe miasta: Hanoi i Ho Chi Minh (wcześniej: Sajgon), czyli dawne stolice kraju podzielonego przez wiele lat na północną i południową część. W przeciwieństwie do Tajlandii współczesna historia Wietnamu jest naznaczona wieloma konfliktami zbrojnymi, a turystyka na wielką skalę to całkiem nowy koncept. Przypuszczam jednak, że już niedługo, gdy dorośnie obecne pokolenie dzieci wychowanych w zglobalizowanym świecie i dobrze mówiących po angielsku, kraj ten będzie równie – a może nawet bardziej – popularny jak Tajlandia.

Czytaj dalej Wietnam, czyli biedny kraj, który bardzo się stara

Tajlandia, czyli połączenie egzotyki z bezpieczeństwem

Tajlandia to ostatnio bardzo popularny kierunek podróży. Gdy rozmawialiśmy o tej wycieczce ze znajomymi, to okazało się, że kilka par również niedawno odwiedziło ten kraj. U nas ten pomysł pojawił się raczej niespodziewanie. Znajomi chcieli odwiedzić naszą wspólną przyjaciółkę w Hong Kongu, a później zabrać się na południe. My stwierdziliśmy, że w sumie to może być ciekawa wycieczka, jeśli dorzucimy do niej Wietnam, Laos i Kambodżę. Po analizie dostępnego czasu (3 tygodnie) i kosztów okazało się, że musimy zrezygnować z Laosu i… Hong Kongu. Przyjaciółka miała do nas dołączyć w Wietnamie, do czego ostatecznie nie doszło, więc finalna podróż zasadniczo różniła się od początkowej koncepcji. Tak czy inaczej – zwiedziliśmy Tajlandię, Wietnam i Kambodżę w cztery osoby na własną rękę. Ten wpis przedstawi Wam w zarysie pierwszy z tych krajów.

Czytaj dalej Tajlandia, czyli połączenie egzotyki z bezpieczeństwem

Pekin II, czyli dlaczego zdecydowanie warto odwiedzić Chiny! cz. 3/3

Po wizycie na Wielkim Murze, czyli jednej wielkiej atrakcji, na ostatni pełny dzień spędzony w stolicy Chin zaplanowałem cały zestaw pomniejszych celów, przy czym raczej pewne było, że nie zaliczę wszystkich. Zresztą nie o to w życiu chodzi, żeby zobaczyć i dotknąć wszystkiego – tego zwyczajnie nie da się zrobić. Czasami lepiej usiąść, odpocząć i podelektować się tym, co akurat mamy przed oczami.

Głównym celem tego dnia były dwa pałace letnie chińskich dynastii cesarskich – nowy oraz stary. Nazwa „pałac” może być jednak myląca, gdyż zwiedza się przede wszystkich ogrody ze świątyniami, posągami i malowniczymi kanałami – w niczym nie przypomina to np. Wersalu. Z punktu widzenia turystyki ten pierwszy jest dużo popularniejszy i lepiej zachowany, co oczywiście wiąże się z tym, że jest bardziej zatłoczony. Zajmuje sporą powierzchnię, a część znajduje się na wzgórzach, więc nie jest to łatwy spacer. Obok Zakazanego Miasta i Wielkiego Muru jest to główna atrakcja turystyczna w tym rejonie.

Czytaj dalej Pekin II, czyli dlaczego zdecydowanie warto odwiedzić Chiny! cz. 3/3

Pekin II, czyli dlaczego zdecydowanie warto odwiedzić Chiny! cz. 2/3

Czas na kolejny krok w kierunku zamknięcia relacji z Chin. Co prawda ten sam plan miałem rozpoczynając poprzedni wpis, ale tym razem wydaje się to bardziej prawdopodobne – zostały mi tylko dwa dni, chociaż pełne atrakcji. Niektóre z nich były zaplanowane, a inne zaskoczyły nawet mnie.

Rozpocznę od opisania wyprawy na Wielki Mur, która była najbardziej logistycznie skomplikowanym elementem mojej wizyty w Azji (a przynajmniej byłaby, gdyby nie nieprzewidziane trudności z przedostaniem się z Pekinu do Hangzhou, dzięki czemu pierwszy etap stał się silnym pretendentem do tego zaszczytnego tytułu). Słowem wstępu zaznaczę tylko, że Wielki Mur można zwiedzać w wielu przeznaczonych do tego lokalizacjach (i zapewne w jeszcze większej liczbie nieprzeznaczonych). Najbardziej turystyczną i najłatwiejszą do zorganizowania jest wycieczka do Badaling, więc oczywiście jej nie wybrałem, bo to byłoby za proste. Na drugim końcu skali znajdują się punkty, do których w ogóle nie można dostać się bez wynajęcia miejscowego kierowcy. Ja wybrałem rozwiązanie pośrednie.

Czytaj dalej Pekin II, czyli dlaczego zdecydowanie warto odwiedzić Chiny! cz. 2/3

Pekin II, czyli dlaczego zdecydowanie warto odwiedzić Chiny! cz. 1/3

Jak mogliście przeczytać w poprzednich częściach tego cyklu: o pierwszym nieplanowanym postoju w Pekinie i o służbowej wizycie w Hangzhou – Chiny trudno mi było pokochać od pierwszego wejrzenia. Napotkać można tam wiele problemów niespotykanych w innych wysoko rozwiniętych krajach, jak skrajna biurokracja (no dobrze, tutaj trochę przesadzam, UE nie pozostaje w tyle, a załatwianie wizy do USA też najłatwiejsze nie jest), bariera komunikacyjna i mordercze skutery na chodnikach. W kolejnych częściach mojej relacji takich momentów będzie znacznie mniej – pokażę Wam, dlaczego jednak warto tam trafić.

Czytaj dalej Pekin II, czyli dlaczego zdecydowanie warto odwiedzić Chiny! cz. 1/3

Hangzhou, czyli dlaczego może jednak warto wybrać się do Chin?

Do Hangzhou przybyłem z dwudniowym opóźnieniem – przeczytać o tym możecie w poprzednim wpisie – więc już na starcie nie byłem zbyt pozytywnie nastawiony (co zupełnie nie współgra z moją naturą). Pierwsze wrażenie poprawiła trochę podróż pociągiem, która była szybka i bezproblemowa. Mówiąc „szybka”, naprawdę mam to na myśli – 1200km w 5h. To jest o połowę dalej i 3 razy szybciej niż ze Szczecina do Przemyśla. Czytaj dalej Hangzhou, czyli dlaczego może jednak warto wybrać się do Chin?

Pekin I, czyli dlaczego nie warto jechać do Chin?

Dwa poprzednie dni nie były najlepsze. Najpierw 5h za kółkiem podczas powrotu w nocy z Wrocławia (z super koncertu Davida Gilmoura, ale on się liczy jako dzień wcześniejszy), 6h snu, a następnie 10h niespokojnego lotu. Po kolejnych 5h spędzonych na lotnisku w Pekinie jako zombie dowiedziałem się, że mój lot do Hangzhou został odwołany i następny wyznaczyli mi na dzisiaj na 8:20. W kolejce spotkałem Izraelczyka i Pakistańczyka, którzy rozmawiali ze sobą jak ludzie i wydatnie wspomogli mnie w komunikacji z panią sprzedającą bilety (obaj mówią po chińsku). Na szczęście udało się też zarezerwować hotel, tylko obsługa słabo mówiła po angielsku i w rezultacie skończyłem bez śniadania. Mówi się trudno. Dzisiejszy dzień był inny… i to bardziej.
Czytaj dalej Pekin I, czyli dlaczego nie warto jechać do Chin?